Kazimierz Nowak

Kazimierz Nowak
Pionier polskiego reportażu
W latach 1931-1936 jako pierwszy człowiek na świecie przebył samotnie kontynent afrykański z północy na południe i z powrotem (40 tys. km pieszo, rowerem, konno oraz czółnem).

„Konno przez sawannę” – czyli Kazimierz Nowak w najnowszym numerze „Świata Koni”!

14.01.2011, Dominik Szmajda

Wszystkim fanom Kazimierza Nowaka polecamy lekturę styczniowego numeru Świata Koni, w którym ukazał się artykuł Łukasza Wierzbickiego „Konno przez sawannę”. Przeczytać w nim można historię afrykańskiej podróży Nowaka ze szczególnym uwzględnieniem odcinka konnego z farmy Gumuchab w Namibii do fazendy Boa Serra w Angoli.

Świat Koni -pdf

Miesięcznik Świat Koni jest jednym z patronów konnego etapu sztafety Afryka Nowaka, zaplanowanej na czerwiec i lipiec 2011 r. Etap poprowadzi Łukasz Wierzbicki, a towarzyszyć mu będą Ania Grebieniow i Tomek Bielawski.

Nowak w Jerozolimie? Czyli opowieść o podróży Kazimierza Nowaka przez Egipt (III odcinek bloga o powstawaniu nowego albumu o afrykańskiej podróży Kazimierza Nowaka)

6.01.2011, Dominik Szmajda

Dzień dobry przede wszystkiem! – jak by napisał Kazimierz Nowak, w tytule listu do żony.

Ostatnio byliśmy wraz z Nowakiem w Libii, teraz udajemy się jego szlakiem do Egiptu.  Jadąc na wschód wzdłuż wybrzeża Cyrenajki, nasz podróżnik dociera w końcu do granicy z Egiptem, którą przekracza 21 czerwca 1932 r. Spędził zatem w Libii 7 miesięcy.

Mało kto wie, że Nowak, przed podróżą w głąb Afryki, planował odwiedzić Ziemię Świętą. W tym celu udaje się z Kairu do nadgranicznej miejscowości Kantara, lecz tu spotyka go zawód:

Granica! – o! – żebyś Ty Maryś wiedziała co to za okropny wyraz dla człowieka, który nie rozporządza tysiącami, i który „pierwszą klasą” nie podróżuje!  Miljon wiz, świadectw,  poświadczeń, a w rezultacie stoję na granicy Jerozolimy – i co?

Aby przekroczyć granice Palestyny żądają: 10 funtów ang. gotówki – to jest około 400 zł, potem nową wizę  i upoważnienie od rządu Palestyny na wjazd, na które czekać trzeba, a koszta wprost olbrzymie!

(Kair, 27 lipca 1932)

Ostatecznie Nowak zostaje zawrócony do Kairu i to pod eskortą żołnierza – koleją. Jest wściekły i rozżalony całą tą sytuacją i w kolejnych listach do żony nie pozostawia suchej nitki na tutejszych urzędnikach.  Zwraca także uwagę na bezinteresowną pomoc  ze strony napotkanego człowieka:

paszport został w urzędzie paszportowym.

Wiesz? Po raz pierwszy przykrość mi sprawiła pomoc szlachetnego człowieka! Ten  Jack Balter, o którym już wspominałem, choć wiedział że mam 4. dolary i funta szterlinga – pokrył koszta podróży koleją, abym się nie wyzbył reszty grosza, bo w rozmowie zwierzyłem się z trudnego położenia. Niebyła to pomoc groszowa ale ponad funta – czyli około 40. zł – Pomyśl! Bandycki urząd paszportowy w Kantara wiedząc, że mam trochę grosza jeszcze, chciał mię zgolić, a wszelki opór wobec tej umundurowanej dziczy prowadzi do zakucia w kajdany – takie ciężkie – z grubym łańcuchem jak na niedźwiedzia. Zmuszono mię zatem do opłacenia także biletu dla policjanta, który mię konwojował. Zatem za mój bilet 27 piastrów, za polcj. 27 piastrów, za nadanie roweru, dorożkę ach! Pojęcia nie masz jaka mię wściekłość ogarniała! Tyle pieniędzy! A mój dobroczyńca to człowiek niebogaty wcale, ojciec rodziny, on zapłacić mi nie dał – choć chciałem! Zapłacił – papierosy na drogę kupił, dodawał otuchy, na duchu podnosił  i cierpiał razem zemną, a gdy rozstawałem się – jak brata uściskał, łzę miał w oku! Człowiek ten widział moją nędzę, on pierwszy zrozumiał ciężar mego życia! I to Żyd Maryś, Żyd – innowierca, ten na którego w Polsce „parch” mówią. Gdy tylko kiedyś grosza trochę dorwę – zwrócę tą kwotę,  choć on prosił, aby wcale o tem nie myśleć  i gdy czasem chwila pozwoli – dać znak życia tylko!

(Kair, 29 lipca 1932)

W tej sytuacji pozostaje jechać wprost na południe. Podobnych sytuacji było więcej. Nowak nie miał sprecyzowanego planu na całą podróż. Wiemy, że zawsze myślał o dotarciu do Konga. Poza tym kierunek i sposób podróżowania wyznaczały mu na bieżąco zbierane informacje o możliwościach dalszej podróży.  Jeszcze w Luksorze, gdy jego rower zaczął się poważnie psuć i wymagał nowych części, rozważał zmianę środka transportu na muła lub wielbłąda. Podobnie docierając na Przylądek Igielny planował ostatecznie zakończyć rowerową część podróży w Kapsztadzie, a stamtąd dotrzeć do farmy Wiśniewskich Gumuchab na osłach. Dalej liczył na możliwość rejsu rzeką Zambezi do Oceanu Indyjskiego i powrót drogą morską do kraju. Jednak przy braku odpowiednich środków finansowych rower okazywał się ostatecznym ratunkiem dającym możliwość powrotnej drogi. Ale wróćmy do Egiptu.

Nowak utrzymywał rodzinę w Polsce dzięki honorariom z artykułów. Jednak na bieżące wydatki związane z podróżą starał się zarabiać inaczej – wykonując zdjęcia napotkanym białym (czyli bogatym) ludziom. Robił także zdjęcia ciekawych miejsc i sprzedawał je jako pocztówki. W Egipcie fotografowanie starożytnych zabytków było utrudnione – wymagało bowiem opłacenia drogich pozwoleń, na które nasz reporter nie mógł sobie pozwolić. Ale jakoś sobie radził:

A po nabożeństwie poszedłem do miejscowego fotografa, wywołałem wczorajsze zdjęcia, że pięknie wypadły, więc dostałem chęci do dalszych zdjęć. Choć trudno tu ze zdjęciami, naród zepsuty i na kroku każdym wyciąga chciwe łapy po „bakszysz”, a że niemam pozwolenia na zdjęcia – więc trzeba ukradkiem przekradać się do miejść zakazanych. Zrobiłem najpierw zdjęcie tu w Luxor – ruiny starożytnej świątyni – a potem nabiłem klisze i z pełnemi kasetami przepłynęłem Nil, udając się do Teb.

Zrobiłem właściwie tylko jedno zdjęcie kolosalnych figur, (coś 16m wysokich) ale w trzech pozach – na jednem zdjęciu i ja jestem. O ile na obrazku potem będzie to co widziałem w matówce, niebędzie mi żal ani grosza ani trudy, jakim opłaciłem zdjęcie. Pomyśl – kolosalne te figury leżą na polu zalanem wylewem Nilu, a od drogi oddzielone głębokim rowem. Sam sobie rady dać niemogłem – nająłem robotnika po długich targach (za około 2 zł) i myśląc o „Ilustracji” ruszyłem w wodną pustynię. Ubranie moje i aparat oraz klisze niósł Fellach najęty na głowie, a ja tylko koszulę na głowę zarzuciłem i brnąłem za przewodnikiem. Nogi grzęzły w głębokim mule który dołem osiadł, kilka razy skaleczyłem stopę o ostre ściernisto „durry” (roślina podobna nieco do kukurydzy, a ziarno służy za mąkę). Słońce paliło ogniem, brodziłem i brodziłem szukając miejsca do zdjęcia. Jest to jedno z najtrudniejszych zdjęć w Afryce zrobionych – oby tylko się udało!

(Luksor, 17 września 1932)

Jeden z posągów Memnona, Teby (Luksor)

O najbardziej znanym zdjęciu Kazimierza Nowaka (odcinek III bloga o nowym albumie)

21.12.2010, Dominik Szmajda

Przyjrzyjmy się najbardziej rozpoznawalnemu zdjęciu Nowaka, tym z okładki książki Rowerem i pieszo… Nasz bohater mozolnie pcha swój obładowany rower przez saharyjską wydmę, pozostawiając w niej głęboki ślad. Trud, Można powiedzieć, że zdjęcie to niesie symboliczną wymowę dla całej historii afrykańskiej podróży Nowaka. Jest na nim sam bohater, rower, Afryka, trud, determinacja, słowem – wszystko, co kojarzy się nam z tą historią.

Zastanówmy się, gdzie, kiedy i jak została zrobiona ta historyczna fotografia.

W jednym z archiwalnych numerów czasopisma “Ilustracja Polska” możemy znaleźć po zdjęciem następujący podpis:

Na morzu lotnych piasków pustyni Trypolitanji, o zachodzie słońca, ja – i mój wierny towarzysz – rower. Na przodzie roweru namiot, w torbie skórzanej aparat fotograficzny, a z tyłu wszystko inne, włącznie skórzanego worka z wodą, cały mój majątek… Jakże wielki jest trud posuwania się w tem morzu bezkresnym lotnych piasków!

Wiemy zatem, że zdjęcie zostało zrobione w Libii, na początku podróży. Pierwszy raz “lotne piaski”, czyli pustynię piaszczystą, Nowak napotkał na odcinku Gadames – Gat (ok. 1000 km odcinek przez pustynię bez jakiejkolwiek osady ludzkiej po drodze). Z listów do żony dowiadujemy się, że karawana, z którą pokonywał ten trudny odcinek dotarła na skraj wydm 15 stycznia 1932 r, czyli po dwóch tygodniach od startu z Gadamesu. Nowak w listach żali się żonie Marii na Alego – szefa karawany, winiąc go za zbyt wolne tempo posuwania się w kierunku celu. Na twardej hammadzie (pustyni kamienistej) rower jedzie o wiele szybciej od wielbłądów. Nowak wyprzedza więc karawanę i jedzie daleko z przodu. Chcąc jednak wspólnie nocować, musi czekać wieczorem na Alego. Pewnego razu postanowił wyspać się dłużej i wyruszyć dużo później od karawany. Jednak pod wieczór przeoczył obozowisko karawany i pojechał dalej. Ali i jego pomocnik na szczęście dostrzegli Nowaka:

i wtedy na daleki wzgórzu zobaczyłem postać czarno odbijającą na tle nieba – robiącą jakieś znaki szarpaną wichrem szmatą – Zaciekawiła mię ta tajemnicza postać – ale nic nierobiłem sobie z tego – a już bezwarunkowo nie myślałem że to Mahomet – Widzieli mię jak posuwałem się dalej na In Azar i Mahomet pobiegł zamną – ale biegł dobrze z pięć kilometrów – zanim mię dogonił – to jest zanim ja go ujrzałem.

Nowak jest uzależniony od Alego nie tylko z uwagi na znajomość terenu. Część jego bagażu jedzie bowiem na grzbiecie wielbłąda (szczególnie zapas wody i żywności). Dodatkowo Nowak korzysta z ciepłego wełnianego koca, który stary Ali pożycza mu w zaskakująco zimne noce.

Jednak stopniowo napięcie między towarzyszami karawany narasta. Pewnego dnia nasz Kazik nie wytrzymuje, zabiera zapas żywności na rower i rusza sam w drogę, postanawiając samotnie dotrzeć do Gat. Gubi jednak drogę, a zachmurzone niebo dodatkowo utrudnia mu nawigację. Spędza jedną noc samotnie, po czym wraca własnym śladem. Ostatecznie znów Ali idzie mu z pomocą, odnajdując zbłąkanego wędrowca. Ale to nie koniec przygód na tej trasie. Ok. dzień drogi przed dotarciem do Gat znów postanawia opuścić karawanę, gnany pragnieniem szybszego dotarcia na pocztę. I znów gubi drogę na pustyni, omijając Gat prawdopodobnie od wschodu. Dociera do oazy nazajutrz – od południa!

Na koniec wróćmy do zdjęcia. Zastanówmy się, jak zostało ono zrobione. Nowak wykonał je najpewniej sam, używając statywu i samowyzwalacza. Nie jest to zdjęcie tradycyjnie zapozowane. Bohater bowiem przyjął pozycję, imitując prawdziwy marsz z rowerem przez pustynię. W rzeczywistości stał w tej pozycji nieruchomo, pewnie dobrych kilkadziesiąt sekund. A co potem? Potem zapozował do drugiego, dużo mniej znanego zdjęcia…

Kronika Nowaka na pewnym zdjęciu z Libii, czyli II odcinek opowieści o powstawaniu nowego albumu

13.12.2010, Dominik Szmajda

Nowak w Libii spędził prawie 7 miesięcy. Wszystkie fotografie wykonał tzw. wielkoformatowym aparatem, na szklane negatywy wielkości 10×15cm (dopiero w Asuanie, czyli pod koniec podróży po Egipcie, uzyskał małoobrazkowy aparat Contax).  Niestety nie dysponujemy żadnymi szklanymi negatywami z Afryki. Większość zdjęć z Libii to fotografie ilustrujące reportaże w przedwojennych gazetach oraz album Przez Czarny Ląd z 1962 r. Jakość zarówno jednych jak i drugich jest oczywiście nienajlepsza.

Mamy też ok. 10 odbitek zrobionych przez córkę Nowaka – Elżbietę

Nowak-Gliszewską (np. uliczka w Gadamesie, kobiety z Murzuk, czy „tytułowe” – Nowaka pchającego rower). Są to najczęściej tylko fragmenty oryginalnych kadrów.

Niewiele zachowało się odbitek wykonanych przez samego Nowaka. Za to te, którymi dysponujemy, są wręcz rewelacyjnej jakości. Wynika to z tego, że są to tzw. odbitki stykowe. Nowak wykonywał je w warunkach polowych na papierze 10×15cm i wysyłał do Polski jako pocztówki. Ich rozdzielczość  jest bliska rozdzielczości samego negatywu, gdyż z założenia stanowią coś w rodzaju papierowej kopii negatywu. A papier fotograficzny ma wielokrotnie wyższą rozdzielczość niż współczesny druk offsetowy. Można je zatem skanować i powiększać, uzyskując  fotografie świetnej jakości.

Jedną z nich jest pocztówka z podpisem o treści: Sahara. W obozie wojsk saharyjskich. Widać odpoczywające po marszu piękne „mehara”, w głębi oaza dookoła otoczona sfalowanym piaskiem. Kazimierz Nowak, Sahara 1932. Trochę mi czasu zajęło, zanim zidentyfikowałem miejsce wykonania tej fotografii jako El Auenat. Ale ciekawsza jest inna sprawa związana z tym zdjęciem. Dopiero przy bliższym przyjrzeniu się w powiększeniu dostrzegłem, że żołnierz, z którym rozmawia Nowak, przegląda pewną książkę. A tą książką jest z całą pewnością słynna księga pamiątkowa! Czyli jest to drugie zdjęcie, na którym można dostrzec tą kronikę – pierwsze jest w książce Rowerem… na s. 280. Od niedawna dysponujemy tą niezwykle cenną pamiątką.  Znajdują się w niej wpisy opatrzone pieczęciami najróżniejszych osób, które Nowak napotkał w trakcie swojej podróży. Pierwsze wpisy pochodzą z czasów grubo przed afrykańską wyprawą Nowaka. Mało kto bowiem wie, że Kazik podróżował jako reporter po Europie już od 1924 roku, a pierwszy raz do Rzymu dotarł jako 15-latek (prawdopodobnie uciekł z domu). Podczas jednej z wypraw w 1927 roku zapuścił się aż do północnej Afryki. Drogą morską przypłynął do Trypolisu, a stamtąd wybrzeżem Morza Śródziemnego dotarł do Algieru. Z tej właśnie podróży pochodzi znana fotografia reklamująca fabrykę Brennabor.

Ale wracając do księgi pamiątkowej, czyli pamiętnika, jak go potocznie nazywamy – postanowiłem wykorzystać jego cenną zawartość w albumie. Skany wybranych jego kart umieszczam na stronach albumu w odpowiednich miejscach. Pieczęciom i podpisom towarzyszą często kilkuwierszowe wpisy w najróżniejszych językach. Może kiedyś uda się je wszystkie przetłumaczyć? Będzie to zapewne ciekawy materiał na osobną publikację, kto wie?… Tymczasem będą zdobić strony albumu.

Do zobaczenia za tydzień!

Dominik Szmajda

Powstaje nowa książka – dwujęzyczny album Kazimierza Nowaka!

6.12.2010, Dominik Szmajda

Wydawnictwo Sorus przygotowuje wyjątkową pozycję dotyczącą afrykańskiej podróży Kazimierza Nowaka. Stanowić ją będzie album ze zdjęciami podróżnika oraz fragmentami tekstów jego reportaży oraz listów do żony. Album zawierać będzie ok. 500 fotografii, z czego wiele z nich dotąd niepublikowanych. Planowany termin wydania to maj 2011 r. Ale zanim to nastąpi…:

Chciałbym zaprosić wszystkich zainteresowanych historią Kazimierza Nowaka do śledzenia mojego bloga na temat powstawania albumu. Dla mnie, jako redaktora tej książki, dotychczasowa praca nad nią stanowi fascynującą przygodę. Lektura postępów moich prac pozwoli Wam na przeżycie jej wraz ze mną.

A już dziś pierwsza część! Czytaj dalej… » / Read the rest… »

Afryka Nowaka na Targach Książki w Krakowie

7.11.2010, Teresa Szmajda

 

Sztafetowicze na naszym stoisku

 W sobotę gościliśmy członków sztafety rowerowej „Afryka Nowaka”, którzy zaprezentowali publiczności targowej relacje z 4 etapów sztafety: Libia, Egipt, Kongo/Rwanda i RPA. Po prezentacji Sztafetowicze podpisywali nasze książki i kalendarze oraz przeprowadzili losowanie nagród dla gości targowych.  Dziękujemy Wam!

szczęśliwa zwyciężczyni losowania nagród

 

Pierwszy dzień na Targach Książki w Krakowie

5.11.2010, Teresa Szmajda

Czwartek to na krakowskich Targach zwyczajowo dzień branżowy. Mieliśmy okazję poznać się z wyjątkowym człowiekiem – Markiem Kamińskim, który odwiedził nasze stoisko.  Stoisko Fundacji jego imienia znajduje się w pobliżu, zatem jesteśmy sąsiadami.

4. listopada to dzień wyjazdu Kazimierza Nowaka do Afryki,  na koniec dnia uczciliśmy 79 rocznicę lampką wina w gronie zaprzyjaźnionych partnerów branżowych.

Półmetek Sztafety “Afryki Nowaka” w Warszawie i Krakowie!!!

2.11.2010, Teresa Szmajda

Warszawa: 4 listopada 2010 r.

Państwowe Muzeum Etnograficzne, ul. Kredytowa 1, rozpoczęcie godz. 16.30

szczegóły na: http://afrykanowaka.pl/aktualnosci/rok-od-startu-sztafety_5593.html

Kraków: 6 listopada 2010 r.

14. Targi Książki, ul. Centralna 41 a

Wydawnictwo Sorus zaprasza na spotkanie z “Afryką Nowaka” na 14.Targach Książki w Krakowie. Prezentacja z czerech etapów: Libia, Egipt, Kongo/Rwanda, RPA

sobota 6.11. 2010 r. godz. 15.00 – 16.00 sala seminaryjna nr 1

Godziny otwarcia Targów:
04.11.2010 r. godz. 10.00-17.00
05.11.2010 r. godz. 10.00-18.00
06.11.2010 r. godz. 10.00-18.00
07.11.2010 r. godz. 10.00-16.00

Więcej o 14.Targach Książki w Krakowie:

 http://www.targi.krakow.pl/pl/strona-glowna/targi/14-targi-ksiazki-w-krakowie/dla-zwiedzajacych.html

Zapraszamy do naszego stoiska sektor D nr 18,

Kto jeszcze nie ma książki “Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd”, będzie okazja zakupić ją taniej, niespodzianką są przepiękne kalendarze na 2011 rok, oczywiście ze zdjęciami z Afryki autorstwa Kazimierza Nowaka. Wydawnictwo Sorus ma kilka bezpłatnych zaproszeń na Targi Książki, informacja pod nr 608 480 905.

Listy Kazimierza do Marii z Sudanu 1 i 2 listopada 1932 r.

1.11.2010, Teresa Szmajda
Khartum, Sudan, 1 listopada 1932
Drogi, Ukochany mój Maryś!
Wieczór, blady sierp nowego księżyca wysoko wisi jeszcze, przed chwilą wróciłem z cmentarza. Tak, Maryś – godzin kilka spędziłem wśród kurchanów mogilnych, zazdroszcząc prawie tym, którzy juz spoczęli w pokoju! O! – bo życie czasem tak ciężkie!
Ot i dziś rano byłem na mszy św., chciałem potem mówić z biskupem, którego już poznałem osobiście poprzednio, ale że o pomoc idzie, więc przyboczny biskupa ani mię dopuścić nie raczył – i tak, zamiast pomocy choćby skromnej – tyle narzekania na ciężkie czasy, na kryzys, na inne różności, aż w końcu zamiast pomocy, jeszcze bardziej czułem się przygnębiony. Potem rozmowa z p. inżynierem w którego ogrodzie namiot mój rozbiłem znowu tej treści – i jeszcze bardziej ciężko zrobiło się na duszy. Byłem następnie na poczcie nadać listy do Ciebie i jeden list do Kaira do znajomego doktora, a z poczty udałem się do ogrodu zoologicznego. Nieciekawy wcale, ale za to wspomnienia Poznania ożyły  – moja Maryśka i Elżuna w wózeczku, w błękitnej holenderskiej czapeczce na głowie! O! – gdzie te czasy! Maryś, mnie do szaleństwa tęskno i smutno!
Słońce pali, pod namiotem nie sposób odpocząć - obijałem się zatem po mieście, w końcu cmentarz odnalazłem cichy, usiadłem pod drzewem i myślami puściłem wodze.
Grób Twego Ojca w Białej, na którym byłem lat temu kilka, grób Ojca mego we Lwowie (chwila pogrzebu), i grób Twej śp.Mamy, na którym nie byłem i ani nie wiem gdzie spoczęła Twa Rodzicielka. /Kazimierz Nowak, kiedy umarła mu teściowa był na statku płynącym do Trypolisu/ prz. red.
Powoli zaczęli sie schodzić chrześcijanie, zapłonęły świece i lampiony, przyjechał autem biskup – ruszyła procesja, kropienie grobów, modlitwy, szlochy – w końcu mowa biskupa (daleka od treści życia). Zawarkotały auta, pustka zaległa cmentarz – ja zostałem jeszcze. Wszystkim spieszno było do domów, do swej pracy, czy rozrywek – do życia, do pełnych talerzy dobrego jadła – a ja?…Lecz gdy ściemniało wyrzucił mię sługa cmentarny za bramę – na ulicę obcego miasta. Włóczyłem się, w końcu do lichej jak codzień kawiarenki zaszedłem, ale z myślą, że ani herbaty się nie napiję bo trzeba by zmienić funta papierowego, a innych groszy w kieszeni nie miałem.
Przysiadł do mego stolika Grek znajomy z hotelu w którym pierwsze 2 dni spędziłem. Ojciec jego, Grek poślubił murzynkę, lecz dzieci wychował po europejsku, po chrześcijańsku. Rozmawialiśmy o różnościach, w końcu na pożegnanie dał mi 1/2 funta. Dobry człowiek – Bóg niech mu dopomoże w jego życiu! Są to pierwsze grosze jakie zyskałem w Sudanie.
Ot widzisz Bozia dobra! – zjem na kolację trochę bobu (ful) i herbaty popiję – ale czy Wam nie głodno? – Oj Maryś – wiesz?! – bo ja w obcym świecie prędzej znajdę kawałek chleba jak Wy w Polsce, a myśląc o tem, że ja jem, a Wy głodni może, rozbija mię, pozbawia chęci wszelkich.
Tak jak widzisz zbiegł pierwszy dzień listopada, ot! – tułaczy dzień włóczęgi. Za chwilę pójdę do namiotu bo i co robić na ulicy? Całuję i pieszczę czule moją Kochaną Maryśkę i dzieciny – Pa!
Khartum 2 listop. 1932
Drogi Kochany mój Maryś!
Noc miniona okropna była – usnąć nie mogłem wcale. Myśli jak roje złośliwych much obsiadły mózg. Zegar na wieży coraz to wybijał godziny: 10, 11, 12, 1, 2, usnąć nie mogłem.Odmówiłem różaniec, i dalej po twardej ziemi się przewracałem z boku na bok. W końcu usnąłem ale w chwilę po tem już mię obudził sługa murzyn, którego prosiłem o to. Była 6 -ta rano. Ledwo żyłem, taki wyczerpany, zmęczony, rozbity.
Ubrałem się spiesznie, aby zdążyć na mszę żałobną. Przyszedłem na czas, a po mszy św. uzyskałem chwilę rozmowy z Ks. Biskupem. Miły człowiek, z godzinę rozmawiał ze mną o misji, o warunkach i stosunkach Sudanu, o różnościach, dla mnie ciekawych i cennych. Wpisał mi się serd. do pamiętnika – cenne dla mnie, otworzy mi drzwi misji jakie po drodze spotkam, a które jemu podlegają. Na odchodnem dał mi 4 szylingi – mało!, ale i za to Bóg zapłać – ziarnko do ziarnka, a może jakoś pokryję cenę biletu okrętowego, niewyzbywając się i rezerwy. ciekaw jestem jak się wszystko ułoży! ale chwilowo Pa! – pojadę trochę w okolice, może coś ciekawego zobaczę i na film uchwycę. Pa teraz! Dzień dobry, Całuję silnie.

Cmentarz w Bukowsku (okolice Sanoka). W tej miejscowości mieszkała  rodzina Nowaka (babcia i wujek –  Olszewscy). Fotografia wykonana podczas mojego wyjazdu w poszukiwaniu śladów Nowaka w Sanoku i Bukowsku 22-28 X 2010, w związku z przygotowywaną do druku książką “Polska Kazimierza Nowaka. Przewodnik rowerzysty” (autor:Jacek Y. Łuczak). Teresa Szmajda, Sorus

Konferencja prasowa przed odjazdem „półmetkowej” ekipy Afryka Nowaka z Poznania

24.09.2010, Teresa Szmajda

Dagmara Ciarka udzielająca wywiadów

W środę o godz. 11.00 w Urzędzia Miasta Poznań odbyła się konferencja prasowa zorganizowana przez wiceprezydenta Poznania Sławomira Hinca. Tematem konferencji był start kolejnej, tym razem XI-ej ekipy Sztafety Afryka Nowaka, która wraz z ekipą Elizy będzie świętować półmetek Sztafety na Przylądku Igielnym i w Kapsztadzie. Przypominamy, że etap XI  – „Tam gdzie spienione fale oceanu biją wściekle o brzeg i wyznaczają nowy początek” – jest zorganizowany przez 5. Gimnazjum Mistrzostwa Sportowego im. Kazimierza Nowaka w Poznaniu, a jego liderem jest Dagmara Ciarka – tamtejsza nauczycielka WF’u. Wyjazd przedstawicieli Gimnazjum jest elementem ich projektu edukacyjnego, któremu patronuje Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Pożegnanie Sztafetowiczów odbędzie się w najbliższą niedzielę o godz. 14.00 na poznańskim lotnisku Ławica. Zapraszamy!!!

Dagmara Ciarka i Asia Parchoć z Brennaborem

« Poprzednie artykuły / Previous Entries Następne artykuły / Next Entries »