Biografia
29.11.2007, Mirosław Szmajda
Kazimierz Nowak urodził się 11 stycznia 1897 roku w miejscowości Stryj na Podolu. Po pierwszej wojnie światowej przeprowadza się do Poznania. Podejmuje pracę urzędnika w towarzystwie ubezpieczeniowym, jednocześnie w trakcie rowerowych wycieczek po kraju realizuje swe pasje podróżnika i fotografa. 19 marca 1922 roku żeni się z Marią Gorcik, tego samego roku rodzi się córka Elżbieta, w styczniu 1925 roku na świat przychodzi syn Romuald. Zamieszkuje z rodziną w podpoznańskim Boruszynie.
W okresie kryzysu w marcu 1925 roku Nowak decyduje się wyjechać z kraju, by jako korespondent prasowy i fotograf zarabiać na utrzymanie rodziny. Odbywa dwie podróże po Europie, przemierza rowerem Węgry, Austrię, Włochy, Belgię, Holandię, Rumunię, Grecję, Turcję. W roku 1928 dociera do ogarniętej wojną Trypolitanii w Afryce Północnej. Kłopoty zdrowotne i brak funduszy zmuszają Nowaka do powrotu do Polski, postanawia jednak przemierzyć w przyszłości cały ląd afrykański z północy na południe. Podróżuje po Polsce, udaje się do Francji, jednocześnie czyni przygotowania do wyprawy.
Wyrusza z Boruszyna 4 listopada 1931 roku. Wpierw autobusem do Poznania, następnie pociągiem do Rzymu, stamtąd rowerem do Neapolu, skąd przeprawia się statkiem przez Morze Śródziemne. 26 listopada zjawia się ponownie na Czarnym Lądzie. Swym siedmioletnim wysłużonym rowerem udaje się z Trypolisu wprost na południe ku odległemu o kilkanaście tysięcy kilometrów Przylądkowi Igielnemu. Gdy w Wielką Sobotę 1932 roku dociera do oazy Maradah, wzbudza popłoch wśród służb Komendy Strefy. Nikt nie potrafi zrozumieć, skąd pośród szczerej pustyni znalazł się samotny cyklista z Polski. Władze włoskie z uwagi na niespokojną sytuację w Cyrenajce nakazują Nowakowi zmienić marszrutę i udać się przez Benghasi do Aleksandrii w Egipcie. Tam podróżnik znów obiera kierunek południowy. Wzdłuż Nilu, szlakiem Wielkich Jezior Afrykańskich posuwa się coraz dalej w głąb kontynentu tętniącego własnym, niezbadanym życiem. Jedynie z oddali docierają tu echa światowych wydarzeń - Wielkiego Kryzysu, polityki faszystów w Europie - tak nierealne wobec szalejących na kontynencie epidemii czy przesuwających się po niebie złowrogich chmur szarańczy. Podróżujący w pojedynkę Nowak zachodzi czasem do tubylczej wioski, by utargować trochę żywności, wysłuchać murzyńskiej legendy. Poznaje Tuaregów, egipskich fellachów, żyjących pośród bagien Szilluków, dumny lud Watussi, Pigmejów, Burów z Transwalu, Hotentotów, Buszmenów, karłów Babinga, dzikich Abasalampasu, Murzynów Haussa oraz wielu innych egzotycznych mieszkańców kontynentu, połączonych wspólnym losem walki o przetrwanie w zdominowanym przez przyrodę świecie. Gdy rusza w dalszą drogę, rytm tam-tamów niesie innym osadom niebywałą wieść o samotnym białym na dziwacznym wehikule.
Jedynie wśród Polonii afrykańskiej oraz w ośrodkach misyjnych znajduje Nowak życzliwość i otuchę. Gdy natomiast dociera do osiedli białych eksploratorów Afryki, poczucie osamotnienia wydaje się w nim narastać, spostrzega tam bowiem, jak wiele odróżnia go od urzędników, wojskowych, poszukiwaczy bogactw naturalnych i myśliwych przybyłych tu dla zysku, kariery, trofeów lub rozpusty. Wrażliwy na ludzką krzywdę i pełen szacunku dla dziewiczej przyrody, w niesłychanie, jak na owe czasy, krytyczny, odważny, niezależny sposób ocenia imperialne zwyczaje Europejczyków w Afryce. Nie spieszy się, gdy widzi na horyzoncie światła kolejnego miasta na swym szlaku. Rozbija wtedy obóz i spędza jeszcze jedną noc z dala od osiedla ludzi, wśród ukochanej, nieskażonej cywilizacją afrykańskiej przyrody.
Wbrew nadziejom przedstawicieli Ligi Morskiej i Kolonialnej, nie podziela kolonialnych ambicji państwa polskiego. Być może z tego powodu nie udzielono Nowakowi odpowiedniej pomocy materialnej, otrzymuje jedynie opony rowerowe posyłane przez firmę Stomil. Niezbędne środki finansowe dla siebie oraz na utrzymanie rodziny zdobywa honorariami za reportaże i zdjęcia posyłane do polskich i niemieckich gazet. Zakupiony w poznańskiej pracowni fotograficznej Kazimierza Gregera małoobrazkowy aparat Contax, który Nowak otrzymał, będąc już w Afryce, pozwala mu na wykonanie podczas całej podróży ponad 10 000 fotografii. Jego eskapadę opisuje także lokalna prasa afrykańska. W kwietniu 1934 roku Kazimierz Nowak osiąga południowy kraniec Afryki - Przylądek Igielny.
Przebywając w Kapsztadzie, decyduje się powrócić do domu inną drogą - znów samotnie przez cały kontynent.
Wyrusza niezwłocznie mimo gnębiących go ataków malarii i wiecznej pustki w kieszeni. Pośród pustyń Afryki Południowo-Zachodniej rower rozlatuje się na części. Kazimierz Nowak od mieszkającego w Gumuchab Polaka, Mieczysława Wiśniewskiego otrzymuje wtedy konia o imieniu Ryś i kupuje drugiego o imieniu Żbik. Ryś zostaje jego koniem wierzchowym, Żbika wymienia po paru dniach na Cowboya, którego czyni swym koniem bagażowym. Kolejnych 3000 kilometrów przemierza w siodle. Goszcząc na fazendzie hrabiego Zamoyskiego w Angoli, rozstaje się ze swymi czworonożnymi kompanami.
Osiągnąwszy rzekę Kassai, postanawia z cyklisty i jeźdźca przeistoczyć się w żeglarza. Wykonanym na zamówienie czółnem tubylczym, ochrzczonym “Poznań I”, spławia się w dół niespokojnej, kapryśnej rzeki. W katastrofie na katarakcie Kaveve traci swój nowy środek transportu. Zmuszony pieszo przebyć setki kilometrów, dociera do Lulua, gdzie nabywa nową łódź, dostosowuje ją do swych potrzeb i nazywa na cześć swej małżonki “Maryś”. We wrześniu 1935 roku w Leopoldville (obecnie Kinszasa w demokratycznej Republice Konga) kończy dwumiesięczny okres samotnej żeglugi rzekami Lulua, Kassai i Kongo. Następny etap do jeziora Czad pokonuje znów rowerem. Władze Afryki Ekwatorialnej Francuskiej nie chcą zezwolić mu na samotną przeprawę przez Saharę, zalecając kontynuowanie podróży w towarzystwie karawany, z którą można zabrać odpowiedni zapas wody. Nowak nabywa wtedy własnego dromadera, najmuje poganiacza i formuje własną karawanę. Kolejnych pięć miesięcy spędza na rozkołysanym grzbiecie dromadera Ueli, docierając w ten sposób do Uargla. Ostatnie 1000 kilometrów z Uargla do Algieru nad Morzem Śródziemnym przemierza rowerem.
W listopadzie 1936 roku kończy liczącą przeszło czterdzieści tysięcy kilometrów podróż. Za ostatnie pieniądze kupuje ubranie (w Europie jest jesień) oraz bilet na prom do Marsylii. Stamtąd udaje się do Beaulieu koło St. Etienne, gdzie spędza dwa tygodnie w polskiej kolonii górniczej (którą odwiedzał już podczas wcześniejszej podróży po Europie). Bezskutecznie usiłuje pozyskać pieniądze na bilet kolejowy i transport roweru do Polski sprzedażą zdjęć przywiezionych z Afryki oraz wykonywaniem fotografii górnikom. Udaje się do Paryża, gdzie załatwia formalności wizowe na przejazd przez Belgię i Niemcy. Dzięki pomocy żony i za poręczeniem fabryki opon Stomil otrzymuje od polskiego konsula pożyczkę w wysokości 750 franków.
W nocy z 22 na 23 grudnia 1936 roku w Zbąszyniu przekracza granicę niemiecko-polską. W Poznaniu pośród oczekujących oraz wysiadających z pociągu osób, w półmroku nieoświetlonego peronu rozpoznaje wyczekującą go gromadkę najbliższych.
Po powrocie do Poznania Kazimierz Nowak wygłasza w kinie Apollo odczyty poświęcone etnografii lądu afrykańskiego, wzbogacane pokazami fotografii. Z odczytami gości także w innych miastach, prezentuje relację ze swej podróży między innymi na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie oraz w Wyższej Szkole Handlowej w Warszawie. Planuje wydanie zebranych przez siebie materiałów w postaci książki i zamierza przedsięwziąć kolejną wyprawę, tym razem do Indii i Azji Południowo-Wschodniej. Niestety, tych pragnień już nie udaje mu się zrealizować. Jest wycieńczony częstymi nawrotami malarii, na domiar złego dostaje zapalenia okostnej lewej nogi. Przechodzi operację. Podczas pobytu w szpitalu nabawia się zapalenia płuc. W niespełna rok po powrocie do kraju, 13 października 1937 roku umiera.
Opracował Łukasz Wierzbicki


Komentarz: Nowak Stanisław, 11 stycznia 2008, 21:28
Dziś w tygodniku Polityka z poczatku grudnia ub.roku przeczytałem krótki artykuł o Panu Kazimerzu. Postanowiłem dotrzeć na tę stronę, której treść skłania mnie do dotarcia do wydanych materiałów książkowych aby zapoznać się ze szczegółami Jego niebywałego wyczynu, wyczynu który nie spotkał się z należną mu popularyzacją.Będzie to dla mnie niezwykle intrygująca przygoda obyć tę podróż choćby na stronach książek. Pozdrawiam gospodarzy strony.
vonk
Komentarz: Mikołaj Sobociński, 18 stycznia 2008, 9:59
Chyba nie trzeba udowadniać jak wielkim podróżnikiem był KN. Po przeczytaniu książki “Rowerem…”, która jest zaledwie zdawkową relacją i wyborem paru tekstów, które KN przez 5 lat !!! spisywał, trzeba tego wspaniałego człowieka o niewiarygodnej sile charakteru i niezakłamanym spojrzeniu na kondycję człowieka lat 30tych upamiętnić. Może wręcz należy go rozpamiętywać. Albo jeszcze odważniej, należy zacząc lamentować. Należy oddać hołd jednemu z największych Polskich podróżników. Podróżników zapomnianych. Polacy przemierzyli Azję, Australię i obie Ameryki, ale jeden, KN, przemierzył Afrykę pozostawiając po sobie kolosalną spuściznę reportaży, artykułów, pamiętników i fotografii jakich Świat nie widział…
Dlatego pamiętajmy, rozpamiętujmy i opowiadajmy o KN. Tacy ludzie rodzą sie raz na stulecie, a może i jeszcze rzadziej. Wstyd, że dopiero po 40 latach od pierwszej książki ze zdjęciami KN wydano dopiero kolejną pozycję o jego podróży. Chociaż słowo podróż wydaje się blednąć gdy zdajemy sobie sprawę czego KN przez te 5 lat dokonał.
Dlatego, jeszcze raz, pozwolę sobie powiedzieć. Pamiętajmy KN, największego Polskiego podróżnika, którego spuścizna do dziś nie została we właściwy sposób wydana. Temu wspaniałemu człowiekowi należy się wreszcie wielkie albumowe wydanie zdjęć, reportaży oraz własnych zapisków i wspomnień. Jeżeli album miałby nie pomieścić setek unikalnych fotografii, należy dołączyć do niego jakiś nośnik cyfrowy.
Czy na prawdę mamy czekać jeszcze 3 dekady, czekać na 100-lecie powrotu KN do Polski, żeby poznać Afrykę lat 30tych widzianą szeroko otwartymi oczami najszczerszego z podróżników?? Czy na prawdę kolejny wielki Polak ma być jednocześnie kolejnym przegranym i zapomnianym?
Pamiętajmy, lamentujmy i opowiadajmy. Tak jak KN opowiadać pragnął i potrafił.
Komentarz: Ula, 18 stycznia 2008, 11:55
Wspaniały podróżnik. Czapki z głów!
Zafascynował mnie także reportaż o Nim. Czy wiadomo kiedy znów będzie można go zobaczyć? A może będzie zamieszczony na stronie?!
Pozdrawiam
Komentarz: Bartek Krześlak, 17 lutego 2008, 19:54
Niewiarygodne.
Wstyd mi za siebie, że tak pózno zainteresowałem się Kazimierzem Nowakiem.
Kolejny dowód na to, że jakiekolwiek granice tworzą sami ludzie, tylko od nas zależy czy je przekroczymy tak jak KN.
Brak mi słów by wyrazić podziw dla tego człowieka.
Jestem pewien, że chociaż po śmierci dusza KN znalazłóa sie w odpowiednim czołowym miejscu w piramidzie ludzkich dokonań.
Dzięki takim ludziom świat jest piękny:)))
Komentarz: paulina, 9 kwietnia 2008, 11:31
superowa stronka
Komentarz: szymon, 9 kwietnia 2008, 17:24
a ja niewiele tu dopisze, bo coz mozna jeszcze napisac o takim czlowieku( no dobra lezka sie zakrecila). zal tylko,ze tak malo jest o nim informacji by inni” chcacy zyc” mieli swojego bohatera.
Komentarz: Tomasz Lenczewski, 9 kwietnia 2008, 19:45
Dlaczego organizatorzy strony nie zadali sobie trudu aby odnaleźć potomków Kazimierza Nowaka? Tym bardziej, że rodzina pochodziła z Poznania?
Pozdrawiam
Tomasz Lenczewski
Komentarz: Teresa Szmajda, 9 kwietnia 2008, 20:01
Wszystkich potomków znaleźliśmy, nawet linie boczne. Potrzeba było na to 6 lat od pierwszego, mniejszego, wydania “Rowerem…” i udziału Ryszarda Kapuścińskiego w listopadzie 2006 w odsłonięciu tablicy ku czci K. Nowaka na Dworcu PKP w Poznaniu,
Pozdrawia Wydawnictwo Sorus
Komentarz: Marek Obrochta, 1 maja 2008, 22:51
Z wielka uwaga przeczytalem ten artykul o rodaku, ktorym wstyd przyznac dotad nieslyszalem. Zamowilem juz ksiazke pana Nowaka i czekam na nia z niecierpliwoscia. Okres kolonialny w Afryce miedzywojennej bardzo mnie interesuje. Znane mi sa zdjecia z tego czasu innego naszego rodaka Kazimierza Ostoi Zagorskiego(za granica znany jako Casimir d’Ostoja Zagourski). Ten drugi Kazimierz spedzil w Afryce wiele lat. Jego fotografie sa poszukiwane przez kolekcjonerow na calym swiecie. Byl pierwszym profesjonalnym fotografem ktory dotarl do wielu niedostepnych miejsc w Afryce rownikowej i nie tylko. Mial nawet swoje studio fotograficzne w Leopoldville (obecna Kinshasa) w bylym Kongo Belgijskim.
Moze ci dwaj Kazimierze mieli okazje sie spotkac?
Komentarz: Teresa Szmajda, 2 maja 2008, 13:13
Wydawnictwo Sorus jest w posiadaniu wiarygodnych dowodów, że Kazimierz Nowak podczas pobytu w Kongo spotkał się z Kazimierzem Zagórskim.
Komentarz: Marek Obrochta, 3 maja 2008, 5:05
Dziekuje za szybka informacje. Jesli nie bylo by to zbyt klopotliwe dla Panstwa czy mozna by uzyskac jakies dokladniejsze informacje na ten temat. Ciekaw jestem czy pan Nowak nie uwiecznil na jakiejs fotografii pana Zagorskiego. Znamy setki jego zdjec ale niestety na zadnym z nich nie ma autora.
Dziekuje raz jeszcze i serdecznie pozdrawiam.
Komentarz: Teresa Szmajda, 3 maja 2008, 9:42
Niestety, nie mamy takiej fotografii, wiemy natomiast, że przez krótki czas Kazimierz Nowak pomieszkiwał u Zagórskiego.Pozdrawiamy.
Komentarz: barbara, 3 września 2008, 14:59
Dodam że na poznanskim dworcu gł jest mapa ze szlakiem,który przemierzył
Kazimierz Nowak.
Nadmienię że Kazimerz Nowak mieszkał w Poznaniu na Łazarzu koło kościoła pod wezwaniem Matki Boskiej Bolesnej.
Tam na murze powinna być tablica.
Komentarz: Michał R., 19 września 2008, 21:07
Właśnie obejrzałem na TVN24 krótki dokument poświęcony Panu Kazimierzowi… Nie jestem w stanie opisać tego, jak bardzo jestem zdumiony, zszokowany i pełen podziwu dla jego wyczynu. Równocześnie jestem szczerze zmartwiony, że tak piękna i wartościowa postać dla polskiej historii, literatury i tradycji podróżniczych jest tak mało znana. Niezwykle inspirujące. Książka poświęcona Panu Kazimierzowi trafia na szczyt listy pozycji czekających na dołączenie do mojej domowej biblioteki.
Gratuluję wspaniałej strony podtrzymującej legendę Kazimierza Nowaka.
Komentarz: Aleksander Białas, 19 września 2008, 21:49
Pasjonujące.Sześć długich lat spędziłem w Nigerii jako specjalista chirurg,prowadząc b.duży oddział chirurgiczny.Miałem możliwość poznania wielu
krajów Afrykańskich, zwłaszcza Afryki Zachodniej i Południowej.Wykonałem też tysiące zdjęć fotograficznych i napisałem książkę.Przeżyłem wiele pięknych wrażeń, ale to był przecież inny świat niż ten w którym znajdował się dawno temu znakomity p.Kazimierz Nowak. Ten Wielki i Odważny Podróżnik nie może być zapomniany!.
Komentarz: Monika Okulicz, 9 grudnia 2008, 23:41
Niesamowite! Jestem pod ogromnym wrażeniem, zresztą jak wielu innych zainteresownych tą niesamowitą postacią. Wstyd tylko i wielka szkoda, że tak słabo rozpowszechniona jest ta postać w mediach…Ja osobiście trafiłam na trop tego wielkiego podrożnika, jak to w życiu bywa, przez przypadek. Będąc ostatnio w księgarni nabyłam fantastyczne pocztówki przedstawiające życie codzienne Afryki ponad 70 lat temu…autorstwa Pana Kazimierza… Koniecznie trzeba przywrócić pamięć o tym Wielkim Człowieku:-)Więcej akcentów Pana Kazimierza Nowaka, przynajmniej w Poznaniu!!!! Pozdrawiam serdecznie
Komentarz: BarteK, 24 stycznia 2009, 12:56
Wygląda na to że w Afryce pozostał wyraźny ślad po K. Nowaku. W Poznaniu moja narzeczona rozmawiała ze studentką z Nigerii, ponoć dziewczyna jako dziecko uczyła się w szkole o KN. Widać wyczyny podróżnika uznaje się tam za znaczący wkład w historię kontynentu
Pozdrawiam
Komentarz: Wiesław Chrzypsko, 25 marca 2009, 20:15
Wspaniała postc KN. Nieprawdopodobne dokonania w trudnych latach trzydziestych XX wieku.To cudowne że znaleźli się ludzie i ocalili tego wspaniałego podróżnika od zapomnienia. Chylę czoło. Książke polecam z całego serca.
Komentarz: Kaśka, 16 kwietnia 2009, 16:28
niesamowity wyczyn, wielki szacunek i żal że tak mało Polaków wie, że był ktoś taki jak Kazimierz Nowak. Ja sama odkryłam KN niedawno i przypadkiem czytając mojej córce wypożyczoną w bibliotece ksiązkę “Afryka Kazika”. Chylę ukłony dla naszego podróżnika!
pozdrawiam
Komentarz: Monika Okulicz, 16 kwietnia 2009, 20:21
Dziecko - jeszcze musisz trochę dojrzeć do obiektywnego wypiowiadania się na forum. To taka uwaga do wypowiedzi P. Marii Wołodyjowskiej. Przy okazji pozdrawiam wszystkich zwolenników Naszego Wielkiego Rodaka KN:-)
Komentarz: krystyna, 11 czerwca 2009, 20:07
Jestem do głębi wzruszona postawą KN, jego wędrówką, siłą charakteru, ale też komentarzami, które zamieszczał opisując ówczesną cywilizację która właściwie niszczyła afrykańczyków. Dotarłam do KN ponieważ KN mieszkał w Boruszynie- wtedy powiat Obornicki, a tam, w kościele parafialnym w Boruszynie została ochrzczona w 1878 r. moja Babcia Bronisława Gawrych- matka mojego Ojca Justyna Plucińskiego. Ciekawa jestem czy coś o sobie wiedzieli….
Komentarz: Teresa Szmajda, 11 czerwca 2009, 23:59
Kazimierz Nowak wraz z rodziną sprowadził się do Boruszyna w 1925 r. Jeżeli p. Gawrych mając 47 lat tam też mieszkała, to z pewnością o sobie wiedzieli, i jej dzieci też,
Pozdrawiam,
Teresa Szmajda
Komentarz: Jacek, 26 sierpnia 2009, 15:54
Co może pasja jednego człowieka…
Na szczęście można wybrać swoich własnych bohaterów. Pewnie, że szkoda, że postać Pana Kazimierza nie jest znana powszechniej, ale z drugiej strony czyni ją to bardziej tajemniczą i przyciągającą. Jeżeli ktoś lubi pomniki, proszę bardzo. Ale pozwolenie sobie na bycie zainspirowanym tekstami Pana Kazimierza jest chyba dla Niego największym komplementem i wyrazem uznania dla jego dokonań.
Komentarz: Wiesław, 22 września 2009, 13:32
O Panu Kazimierzu Nowaku dowiedziałem się z audycji w PR.Wspaniała,niezwykła postać. Książke “Rowerem i pieszo przez Afrykę” zamówiłem przez internet. Chcę powiedzieć, że równie mało znany jest naszym rodakom jest niesamowity wyczyn Pana Sławomira Rawicza polegający na ucieczce z syberyjskiego łagru,przez Bajkał,pustynię Gobi,Himalaje ażdo Indi.Po wojnie osiadł w Anglii.Opisuje to w ksiażce “Długi marsz”. W USA sprzedano ponad 10 mln egzamplarzy a u nas -cisza. Gorąco polecam te ksiażkę i tę postać.Powinniśmy pielegnować wspomnienia o wyczynach takich bohaterów jak K.Nowak czy S.Rawicz a ksiażki właczyćdo kanonu lektur w gimnazjum lub LO aby pomagały kształtować mlode charaktery.
Komentarz: Maciej Rosa, 31 października 2009, 23:37
Właśnie słucham Radia Emaus i stąd przed chwilą dowiedziałem się o panu Kazimierzu i o wszystkich,którzy idą w ślad za Nim. Wspaniały wieczorny nastrój i wszystko w kolorze takim kakaowym….i wystrój strony internetowej, i kolor ciasta- murzynka o dziwo!, które się obok mnie piecze:)i pachnie i muzyka doskonale dobrana, w tym samym kolorze płynąca z R.E. i słuchanie o tym wszystkim. Życzę dużo szczęścia i opieki Niebios dla Podróżników:)
Komentarz: tomekdr, 16 lutego 2010, 2:13
nie wierze to my polacy mielismy tak wspanialego podroznika i ja nic do tej pory o nim niewiedzialem?????????!!!!!!!!!!!!skandal , a ja myslalem ze tylko tony halik byl jedynym polskim podroznikiem.jestem zafacynowany historia kazika,bylby z tego mysle oscarowy film:)))